kreatywnie- naturalnie

Znów weekend spędziliśmy kreatywnie i z wielkimi uśmiechami na twarzy. Zaczynając od piątku. Otrzymałam cudowny prezent. Maleństwo, które sprawia mi bardzo dużo radości a mianowicie aparat hybrydowy. Długi czas marzyłam o lustrzance jednak czytając różne opinie, wypytując odpowiednich ludzi zdecydowałam się na hybrydę. Jest dużo mniejsza, ma wymienne obiektywy, nie posiada lustra jednak jakościowo robi zdjęcia bardzo podobne jakościowo do lustrzanek. Jest więcej trybów auto, chociaż manualnie też można sporo kombinować. Myślę, że dla amatora takiego jak ja bawiącą się do tej pory zwykłą małą cyfróweczką aparat będzie idealny, ale to się jeszcze okaże. W sobotę pojechaliśmy rodzinnie odwiedzić bliskich w Gdyni. Okazało się, że zaraz pod blokiem babci jest cudowny plac zabaw ( w Gdańsku chyba jeszcze takiego nie widziałam), na którym porobiłam zdjęcia Franiowi, bratu a brat mi. Były zdjęcia w ruchu, próby zdjęć z rozmazanym tłem itp. Nie wszystko wyszło idealnie ale nie odrazu Rzym zbudowano :) Z efektów jestem zadowolona, choć wiem, że mogłoby być lepiej. Pozytywne nastawienie jest pierwszym krokiem do profesjonalizmu, który być może kiedyś będzie efektem mojej zabawy. Powtarzam zabawy bo to nie praca a przyjemność. Ciekawe co na to wszystko mój kochany 14 miesięczny model? Jak narazie bardzo ciężko o idealne ujęcie biegającego, raczkującego dziecka. Aparat poszliśmy również sprawdzić w lesie jednak tam nie udało mi się ustawić odpowiedniej jasności :( Las był niesamowitym doznaniem dla oka i rąk mojego synka. Pierwszy raz usiadł na pniu drzewa, starał się przez niego przejść, dotykał kory różnych drzew, macał ściółkę. Zdziwieniom nie było końca. Spacerek tak go wymęczył, że w drodze z lasu pięknie zasnął :) Wieczór minął równie szybko. Franuń został oddelegowany do babci Ani na noc, rodzice zaprosili znajomych i cieszyli się mijającym wspólnie czasem . Mama w końcu się wyspała nie wstając o 4 nad ranem o ! :)













Niedzielę spędzona bardzo kreatywnie na działeczce. Wzięliśmy stare prześcieradło, farby, wystawiliśmy basen i tworzyliśmy. Właściwie to tworzył pan tata z Franiem a mama chodziła i cykała zdjęcia. Byłam w szoku patrząc na mojego dorastającego synka. Wiedział jak trzymać pędzel, podpatrzył jak tata maluję i próbował naśladować i wbrew pozorom dość dobrze mu to wychodziło. Może rośnie nam artysta? Wszystko za sprawą pomysłowego konkursu na stronie https://www.facebook.com/Przeplatanki?fref=ts. To właśnie tam zainspirowano nas do tejże zabawy. Po malowaniu, kąpieli w basenie wybraliśmy się na spacer poraz kolejny testując różne opcje aparatu :)













Szkoda, że wszystko co dobre tak szybko się kończy, a czas spędzany z najbliższymi w komplecie mija tak szybko :(

2 komentarze:

  1. CZEMU JA NIC O TYM MIEJSCU NIE WIEDZIAŁAM heeee??? wyklaskać po tyłku ;p będziemy zaglądać!!!! pozdrawiam Ilona

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie się zastanawiałam czy Małej mojej nie kupić farbek do malowania rączkami :) Świetny pomysł. Chyba podpowiem babci co wnuczka potrzebuje :):)

    Pozdrawiamy :)

    http://szczescia-nie-kupisz.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 SchwytaneChwile , Blogger