Wyjazdy za granice kosztem zycia rodzinnego?

Coraz częściej czytam o tym, że mąż, narzeczony czy partner musi wyjechać za granicę by zapewnić rodzinie byt. Gdyby mowa tu była o marynarzach, nie dziwiłabym się bo oni muszą wypływać- taka ich praca, taki przyjmują zawód i liczą się z tym już w szkole morskiej. Co jednak jak przychodzi czas, gdy rodzina decyduje się pod wpływem chwili, z powodu braku środków do życia bądź życia
 " byle jakiego"( bo co to za życie jak człowiek żyje od 10go do 10go, bez możliwości posłania dziecka do przedszkola bo za drogie, odmawiania batonika bo nie starczy na obiad itp. ) o wyjeździe jednego z partnerów za granicę "za chlebem "? W zależności od długości takiego wyjazdu zawsze cierpią dzieci. Jedna osoba nie zastąpi obojga rodziców bo przecież inaczej bawi się z dzieckiem mama a inaczej tata. W jakim kraju człowiek żyje, że znów są fale emigracji i czy kiedykolwiek coś w naszym Państwie się zmieni ? I nie ma różnicy czy człowiek ma zawód po zawodówce, czy jest po studiach,  po liceum- dostaje propozycje wyjazdu to rozważa wszelkie za i przeciw. Każdy się zastanawia czy może faktycznie wyjazd to nie ta lepsza opcja na życie jego i bliskich? Bo pieniądze lepsze a kredyty trzeba pospłacać a lepsze to niż kłótnie o każdy grosz, odmawianie sobie czy dziecku przyjemności czy nawet rozwody-  bo bardzo często są one wywołane kłótniami z powodu braku pieniędzy.Praca za granicą do najłatwiejszych nie należy ba czasem możemy się czuć lekko poniżonym i mimo wyższego wykształcenia trzeba podjąć się sprzątania domów, trzeba pomóc w ogrodzie czy wykonywać inne prace, o których tu nawet byśmy nie pomyśleli. Ale znów górę biorą pieniądze. Jak żyją młodzi ludzie? Z kredytem, debetem w wynajętych mieszkaniach i mnóstwem innych zobowiązań.

Z takich czy innych powodów na jakiś czas i my zostaliśmy sami.  To wspólna decyzja podjęta po długich przemyśleniach. Sama nie wiem co lepsze- nie widzieć się 4 tygodnie a potem być 2 non stop razem czy siedzieć razem tu w Polsce, pracować po 12h, widywać się jedynie od 19 do czasu pójścia spać i ewentualnie w niedziele a po powrocie z pracy i tak nie mieć sił na zabawę z dzieckiem. Chyba wolę tą pierwszą opcję. Tatuś co prawda wykonuje pracę zbliżoną do tej, która wykonywał w Polsce ale do lekkich absolutnie nie należy.

Rozstania choć ciężkie są do przeżycia tylko kosztem czego to wszystko ? Kosztem rodziny...Taki mamy kraj, takie czasy, taki rząd i takie życie... Trzeba się przyzwyczaić, najlepiej siedzieć cicho i nie narzekać....


2 komentarze:

  1. Natalia a więc jednak... Moje zdanie znasz. Trzymajcie się cieplutko i pisz zawsze jak masz potrzebę!

    OdpowiedzUsuń
  2. My najpierw ratujemy się rodziną w dużym mieście, a jeżeli to nie zda egzaminu wyjeżdżamy razem za granicę...

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 SchwytaneChwile , Blogger