Wakacje z niemowlakiem i przedszkolakiem- Bułgaria

Wycieczkę do Bułgarii z biurem podróży Itaka choć  pewnymi nie do ciągnięciami uważam za udaną. Chciałam odpocząć odpoczęłam, chciałam, by Franio poleciał samolotem- poleciał, chciałam się po prostu "zresetować" z najbliższymi i tak też było. Choć pierwszy dzień bardzo mnie zaskoczył. Nie było to pozytywne zaskoczenie.




Długo wyczekiwany lot mieliśmy o 3 w nocy. Nie lada wyzwanie. Dzieci poszły spać w ubraniach, Stasia po prostu wsadziliśmy do fotelika samochodowego nie rozbudzając, Frania obudziliśmy bo nie dało się prowadzić wózka, toreb, bagaży podręcznych i dziecka na rękach jednocześnie. Zapakowaliśmy się do taksówki i pojechaliśmy na lotnisko. Tam 2h czekania, odprawy itp. , jakoś zleciało. Fascynacja trwała. Później sam lot. Franek pół drogi rozmawiał, opowiadał, buzia mu się nie zamykała, Staś ciągnął cyca równe 2h. Tu byłam wdzięczna losowi, że nadal mam pokarm. Żałowałam że maluch od dłuższego czasu nie chce smoka bo pewnie byłoby w wielu sytuacjach łatwiej go uspokoić.

Dolecieliśmy ok 6.30. Na lotnisku czekała na nas miła Pani  biura podróży, która wskazałą autokar, w nim trochę poopowiadała o kraju i zawiozła wraz z kierowcą pod same drzwi hotelu. Tu nie miłe zaskoczenie. NA recepcji dowiedzieliśmy się, że pokój dostaniemy dopiero o 14. Co robić z dziećmi do tej godziny ? Od ponad 24h prawie nie spaliśmy ( spanie w samolocie na przemian z czuwaniem się nie liczy), nie znamy miasta, mamy bagaże. Ok, poinformowano nas, że możemy je zostawić w przechowalni tak też zrobiliśmy. Poszliśmy na spacer ale ile można spacerować ? O 10 dostaliśmy opaski uprawniające nas do wejścia na teren hotelu ( do naszej dyspozycji były baseny, leżaki, jedzenie all inclusive ). Było trochę łatwiej, choć dalej byliśmy zmęczeni.W oczekiwaniu na pokój:





Po otrzymaniu kluczy, dzieci nie były łaskawe. One się już wyspały. Przebraliśmy się, wykąpaliśmy i poszliśmy na basen. Tak też spędzaliśmy każdy kolejny dzień. Dzień bez basenu był dniem straconym.

Później było coraz piękniej...









Pierwszy raz jeździliśmy karocą. Franek pełen energii widząc koniki zawsze krzyczał "mamo, tato pędzą konie po betonie" więc nie mogliśmy nie skorzystać z tej atrakcji.


Nie daleko hotelu była plaża. Bardzo ładna zobaczcie sami.






 Mistrz min :



Jeszcze trochę zdjęć z hotelowego basenu..






Na miejscu był oczywiście plac zabaw...



A tu nasze wygłupy w hotelowym pokoju.. Nudy nie było..



 


Nie myślcie sobie, że z dziećmi nie można niczego zwiedzić. Byliśmy w 2 miejscach. W Warnie, leżącej 100 km od naszego miejsca przebywania w której zobaczyliśmy jeszcze piękniejszą plażę oraz delfinarium.








Nessebar- stare miasteczko nad morzem czarnym :












Pod naszym hotelem, na drzewach rosły kwiaty..


Tak czy inaczej, odpoczęliśmy baaardzo. Mimo tego, że Stasiowy idą zęby, Franek miał swoje humory bardzo się cieszę, że pojechaliśmy na tą wycieczkę. Zobaczyliśmy trochę "innego świata", odcięliśmy się od rzeczywistości, nie myśleliśmy o problemach, które na co dzień na każdym kroku. A biuro podróży ? Z niego byliśmy zadowoleni. W kazdej chwili mogliśmy się zwrócić do rezydenta, który pomaga w każdej sytuacji, były przemiłe Panie animatorki, które zajmowały się dziećmi od ok 3,5 lat. W przyszłym roku, może Hiszpania ? 

I jeszcze jedno. Dziękuję mężu za wspaniałe wakację . Nie zamieniłabym Cie na nikogo innego :) Wraz z dziećmi Cię uwielbiamy :) <3



1 komentarz:

Copyright © 2016 SchwytaneChwile , Blogger