weekendowo na łonie natury

Weekend choć z początku "bezplanowy" zleciał w mgnieniu oka. W sobote zaraz po pracy tatusia wyruszyliśmy do znajomych nad jeziorko, którzy ze swoimi rodzinkami biwakowali. Zupełnie spontanicznie za namową obozujących zdecydowaliśmy się zostać na noc. W okolicy widziałam kilka mniejszych od Franka dzieciaczków więc pomyślałam, że i my spróbujemy zasnąć pod namiotami. Nie pamiętam kiedy ostatnio spałam pod gołym niebem. Może z 6 lat temu? Trochę obawiałam się położenia Frania, który nawet z nami w łóżko spać nie chce i wieczorem okazało się, że moje obawy były słuszne. Nasz kochany synek jak tylko weszliśmy do namiotu, zauważył, że go zamykamy dawał koncert taki, że słychać go było chyba w całej okolicy. Może ma klaustrofobie? Nie pomogła mama, tata przy boku, nie pomogły pluszaki, które znosiły nam wszystkie dzieciaczki oddając swoje misie, żeby tylko Franio nie płakał, nie pomogło nic.. W dzień bawił się przecudownie. Był w szoku, że cały dzień spędzony z mamą i tatą na dworze. Dookoła pełno dzieci, muzyka, jezioro, słońce.. ach.. A może tych wrażeń było za dużo by zasnąć? Mi osobiście takie wypady przydałyby się częściej- regeneracja niesamowita. O 22 zdecydowaliśmy się na powrót. Droga dla mnie jako kierowcy tragiczna. Pola, łąki i ja ledwo patrząca na oczy godzinę drogi od Gdańska. Dojechaliśmy.

Niedziela- zleciała równie szybko, choć odpoczynku zdecydownie mniej. Większość czasu spędzonego w sklepach, na spacerze i u babci na urodzinach. Tego dnia Franio przeszedł pół pokoju kilkukrotnie :) kto cieszył się bardziej? Mama, tata czy on? ciężko stwierdzić :)

A teraz kolejny upalny tydzień i powrót do szarej rzeczywistości. W weekendzie najbardziej podobało mi się to, że nie był zaplanowany ale było tak dużo wrażeń i wyjść z domu, że nie było czasu nawet sprzątać :P




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 SchwytaneChwile , Blogger